Archiwum kategorii Resztki
Zabezpieczony: Ponieważ
Posted in Myśli, Resztki, Zawstydzające on kwiecień 17, 2008 by mistyfikacjaHello
Posted in Codzienność, Resztki on październik 12, 2007 by mistyfikacjaWiem – moja wina. Miałem się zmuszać do pisania. Tylko jak to zrobić jak ciągle ma się nowe wymówki? W domu nie ma czasu… człowiek ma tylko godzinę na necie którą poświęca na wkurzaniu się na jego jakość, ew. to co się uda wyświetlić to poświęca na uzależniające forum młodzieżowe. Chciałem pisać w bibliotece… tylko najpierw neta nie było i ciągle się w Warcrafta grało, a teraz jak jest net, to albo stoi nad tobą mnóstwo ludzi i nie możesz mieć ani krzty prywatności, albo Rafał siedzi obok i zagląda co chwilę w monitor. A wolałbym żeby nie wiedział, że ja mam coś takiego.
W każdym bądź razie… w końcu piszę… tylko o czym?
Ogólnie nie jest źle. Nie myślę – nie mam podłych przemyśleń… Doszedłem do wniosku, że myślenie nad moim nieszczęściem to jeszcze większe nieszczęście, więc staram się tego nie robić. Tylko gorzej będzie jak moje normalne nieszczęście stanie się dosyć wysokie – automatycznie zacznę o nim myśleć i bum…
Uh… pisałem już o zazdrości? Jaki ja jestem okropnie zazdrosny! Zazdroszczę przede wszystkim uznania, względów u osoby na której mi zależy. To przeradza się w maniakalną obsesję na punkcie konkretnej jednostki (nie ukrywam że zazwyczaj chodzi o dziewczynę i przypadek na którym się opieram pisząc to, również związany jest z płcią przeciwną
). Zabawne że jestem zazdrosny również wtedy, kiedy wiem że to się nie opłaca, że to bez sensu i że dana osoba na to nie zasługuje… Presja otoczenia, zwykłe hormony, konformizm… doprawdy zabawne…
Do następnego razu
Navigare necesse est…
Posted in Codzienność, Resztki on sierpień 5, 2007 by mistyfikacjaChciałem żeby było wyjątkowo, będzie standardowo.
Od drugiego tygodnia wakacji, pracuję w Polańczyku, nad jeziorem Solińskim. Jestem sternikiem na katamaranie, na którym odbywają się godzinne rejsy wycieczkowe. Ludzie przychodzą, płacą, wsiadają, ja ich wożę przez godzinę, wracam, kolejni ludzie przychodzą i tak w kółko…
Żeglowanie jest moją pasją, nawet w tym momencie marzę o tym żeby złapać talię w jedną łapę, rumpel w drugą i poszaleć trochę po Solinie, jednak owa praca nie należy do przyjemnych. Przede wszystkim ograniczenia czasowe, po drugie – muszę wozić ludzi kiedy oni chcą, nie kiedy ja… Po trzecie – sami ludzie, obcy, przez godzinę… Nie nadaję się do pracy z ciągle to nowymi ludźmi… męczy mnie to cholernie.
Co z tego? Najprawdopodobniej będą to moje najpiękniejsze wakacje, pomimo że teraz są bardzo męczące. Jak to napisałem gdzie indziej, zapełnia się czas… i to zapełnia się doświadczeniem. Pamięć przesiewa fakty jak przez sito… zostawia tylko pozytywne. O zmęczeniu nie będę pamiętał.
Ale jest jeszcze coś… zmiana środowiska i to dość nagła. W Polańczyku mieszkam, do domu wracam ok dwa razy na tydzień i zazwyczaj tylko na noc. I tutaj jest motyw straty. Ciągle mam wrażenie że coś mi umyka, że będąc tam, życie tutaj toczy się już beze mnie. Poza tym – wakacje, życie z dala od rówieśników, albo przynajmniej od takiej ilości rówieśników do jakiej jestem przyzwyczajony… Ich życie teraz też toczy się beze mnie. Wiem, wiem… sytuacja w 100% naturalna, tylko dlaczego mnie to tak rusza?
Na szczęście już niedługo – powrót. Z nowym bagażem doświadczeń, z nową baterią dystansu. Mam szanse na coś co warunkuje moje prywatne szczęście – bycie ponad. Ależ chamsko…
Niestety, za rok koniec szkoły na zawsze. Traumatyczne przeżycie jak dla mnie, tym bardziej że czasy liceum to czas niesamowitego rozwoju. Aż za dużo zawdzięczam tym ludziom i na razie nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez nich. Potem być może studia i raczej historia chamsko się powtórzy, tak jak ze znajomymi z gimnazjum. Tak wygląda życie…
Ok… wyszło strasznie banalnie, ale trudno.
W ogóle to wróciłem do pisania, pomimo że czasu nie mam. Jestem przekonany, że każde kolejne słowo zapisane na dłuższy czas – zaprocentuje. Jeśli chodzi o uwarunkowania opisane wcześniej, to wydaje mi się że nie mają one teraz miejsca. Chociaż być może to po prostu okres bezmyśli?
Mam czas, rozwijam się, dojdę do tego…
Jak rozmawiać o miłości?
Posted in Resztki, Zawstydzające on maj 21, 2007 by mistyfikacjaOstatnio dość często zaczynam się łapać na tym że odczuwam chwilowe poczucie szczęścia. Zatrzymuję się, patrzę z boku na sytuację w której się znajduję i dochodzę do wniosku że w tym momencie niczego więcej mi nie potrzeba. Czyli moja definicja szczęścia jest spełniona. Nie ulegnij wrażeniu że to jakieś wesołe chwile, jedno z drugim ma akurat mało wspólnego, po prostu czuję, że za kilka lat, wspominając tą sytuację pomyślę że, kurcze fajnie było…
Właściwie to nostalgia mi się w nich podoba chyba…
Zupełnie nieciekawie jest, kiedy człowiek zaczyna uważać się za nędzniejszego od robaka. Kiedy coś, co kształtuje jego hierarchię wartości i warunkuje zachowania, staje się jasne i oczywiste, a delikatnie mówiąc – nie może być powodem do dumy. Na dodatek to jest niezależne od niego, lecz od błędów najbliższych w przeszłości. Jest jakie jest i bez pomocy nie może się zmienić.
Kurwa.
[tutaj było hasło, którego się wstydzę i dlatego go tu teraz nie ma]
Tytuł wpisu został zainspirowany hasłem, które wpisał ktoś w google, po czym trafił tutaj… Hasło jest bez sensu… Jak rozmawiać o miłości? no jak? A poza tym, jaki to ma związek ze mną? Szlag by to jasny!
Rozwinięcie tematu
Posted in Resztki on maj 6, 2007 by mistyfikacjaNo tego… wstyd mi. Z tego samego powodu, dla którego poświęciłem mnóstwo cennego czasu i założyłem ten blog – zarzuciłem po kilku wpisach prowadzenie go, jednocześnie analizując motywy tego czynu.
Bardzo prawdopodobne, że z tego samego powodu znowu coś tu napisałem, ale o tym przekonam się, lub domyślę się tego później.
Rzecz będzie o pisaniu, bo to mąci mi w głowie kiedy piszę. Kiedy (lub “jeśli”) do tego przywyknę, to może wysilę się na coś własnego, co jednocześnie będzie uniwersalne. Oho… znowu zaczynam, ale mniejsza z tym.
Kiedy tylko mam coś swobodnego do napisania – jakąś opinię, jakieś przemyślenia, jakieś uwagi, to chcę to najpierw przemyśleć, potem napisać. Tylko niestety problem mały oto właśnie z tym wszystkim następujący jest: nie myślę całymi zdaniami, a nawet kiedy już się wysilę i dorobię do jednego słowa (i mnóstwa pobocznych myśli) kilka dodatkowych, to zaraz je zapominam i szlag trafia całą drogę do konkretnej uwagi, która niewątpliwie mogła by być bardziej interesująca i zajmująca niż owa uwaga właśnie.
Oczywiście. Mógłbym to zapisywać gdzieśtam po prostu, tuszem z długopisu na celulozie, lecz oto byłby koniec dla moich… ekhem, ekhem… “spojrzeń”. Nie potrafiłbym bezstratnie przenieść tego gdzie indziej. Sztucznie byłoby jak cholera…
Tak że, wszystko co czytasz teraz dziwny człowieku wymyśliłem przed chwilą, nie myślałem nad tym ani sekundy. Jakbym pomyślał – to nie znalazłoby się tu oto.
Ale jest jeszcze jedna myśl, którą chciałem rozwinąć i dotyczy tego wpisu i wcześniejszej przerwy i powodów. Ukryta celowość w zachowaniu. Podświadoma. Ale taka, że po pewnym czasie zdaję sobie sprawę z jej istnienia… przynajmnij tak mi sie wydaje. W każdym bądź razie, to jest tak, że znakomita część zachowań społecznych jest warunkowana konkretnym czynnikiem. Niestety – to, że czynność jest dokonana pod wpływem tego czynnika, jakby stoi w sprzeczności z tym oto czynnikiem, co z kolei powoduje powstanie kolejnego czynnika, który warunkuje kolejne zachowanie. Koło się zamyka.
Tak oto właśnie wygląda wszystko, a dokładniej mikroskopijna część wszystkiego.
Mistyfikacja
Posted in Resztki on kwiecień 28, 2007 by mistyfikacjaJuż wiem, już rozumiem. Ale nie powiem, w sumie to nie mam nic więcej do powiedzenia “po prostu”. To była mistyfikacja?
Zabezpieczony: Prywatny subiektywizm
Posted in Resztki, Zawstydzające on marzec 21, 2007 by mistyfikacjaDziecko
Posted in Resztki on marzec 20, 2007 by mistyfikacjaTytuł dwojako odpowiedni dla mojej aktualnej sytuacji. Kilka godzin temu – myśli krążyły wokół bezsensu. Potrafiło się to zmienić w ciągu paru godzin. Pewnie potrzebne mi było takie katharsis. Jak dziecko nie sądziłem na początku że mój stan jest się w stanie zmienić w ogóle, a co dopiero w ciągu tak krótkiego czasu. Ehh… zero dystansu, sam się sobie dziwię. Często w myślach zarzucałem innym brak obiektywizmu, a tu proszę – sam byłem czystym jego braku przykładem.
To w sumie uświadomiło mi że pisanie tutaj to czysty bezsens. Mnie nie obchodzi co myślą mi obcy, obcych nie obchodzi co myślę ja. Trzeba trochę zmienić ideologię
Dam sytuacji rozwijać się samodzielnie…
A poza tym wszystkim to na za ok. tydzień mam wyznaczony termin narodzin nowej rzeczywistości w postaci kolejnego brata. Hmmm… no nie reaguję na to… a to obrót o 180 stopni w moim życiu. Chyba dopiero zdam sobie sprawę ze wszystkiego jak będzie po wszystkim.
Assensio mentium
Posted in Resztki, Zawstydzające on marzec 20, 2007 by mistyfikacjaOd początku chyba podświadomie chciałem pisać jedynie o sobie… Chyba uważałem że to wyjątkowe co czuję, o czym myślę. Nie… na pewno tak myślałem.
Heh… wydawało mi się, że moje “spojrzenia” to głosy mojej wysoko rozwiniętej wrażliwości na szczegóły, a powoli zaczynam rozumieć, że to akt zagłuszenia echa w pustce wyrobionej przez wypalenie uczuć. Congratulations… przestajesz być człowiekiem.
Chciałem pisać długie notki, żeby zaznaczyć półprofesjonalność moich przemyśleń, żeby to jakoś wyglądało; teraz nie wiem po co. Chciałem nie pisać więcej bez sensu, teraz poziom ogólnego bezsensu narasta. Chciałem cokolwiek napisać, udało się… cokolwiek.
Tworzywo sztuczne
Posted in Resztki on marzec 17, 2007 by mistyfikacjaNiech będzie chała i pleśń i przeczyszczenie.
Chała i pleśń w tępy słoik
Chała, niech będzie chaaaaaaaaaaałaaaaaaaa
A Jemu chała i pleśń.
Trzeba od czegoś zacząć. To początek i trzeba zrobić wszystko. Nie wiem czy będzie mnie stać na ustawianie tego na bieżąco, wolałbym cofać się do znanych mi już osobiście momentów rozpamiętywania. Tyle że nie pamiętam. To były myśli w czystej postaci. Musiałbym to wtedy konwertować.
Czy jest za późno? Nie sądzę, szczerze mówiąc. To wróci do mnie. A jak nie to postaram się żeby wróciło. Z resztą jestem sobie w stanie poradzić nawet bez tego. Kolejne “spojrzenia” przyjdą na pewno. Zawsze przychodzą. A jeśli będą na pewnym poziomie to muszą mieć podstawy, które już zostały rozpatrzone (co prawda na pewno nie w takim poziomie, który by w pozwolił sądzić że znam to).
Ale dobra, przyziemniej teraz. Ten dziennik (nie trawię określenia “blog” – od razu kojarzy mi się z KffiatUShkAmi), to kolejna forma próby sprzedania się. Trzeba się sprzedać. Często nieświadomie to się dzieje, ale każdy się sprzedaje. Masz problemy z tym w realu? Rejestrujesz się na forach, działasz wirtualnie. Można też założyć takie coś jak to.
Nie, ale nie… to się nie spodoba. To będzie raczej niefajne spojrzenie na wszystko. To jedna przyczyna. A poza tym obracając się wokół jakiegoś tematu, drążąc go ze wszystkich stron, często będzie tak, że po prostu nie zauważę jednego szczególiku i teorie, przemyślenia, odkrycia się sypną po tym jak ktoś mi zwróci uwagę. Szczeniackie to będzie i gówniane. Ba… to się nie będzie nadawało do czytania (czasami nawet gówniane rzeczy się nadają), ale trudno, mnie się przyda na pewno. Zabawne jak po pewnym czasie widzę siebie w przeszłości. To będzie okazja zobaczyć wszystko dokładniej.
Nie potrafię pisać o czym myślę, zanim nawciskam tych klawiszy na badziewnym urządzonku, to zapominam co to ja chciałem, jakkolwiek nie chcę żeby coś co rodzi się we mnie, uległo destrukcji w odmętach impulsów nerwowych. Pomimo to mam nadzieję że uda się to jakoś zrobić. Że to nie upadnie po paru wpisach. Będzie ciężko przekonwertować myśli na litery, a o klimacie to już nawet nie wspominam.
Wystarczy na początek?