Archiwum kategorii Myśli

Zabezpieczony: Disagree?

Posted in Myśli on lipiec 21, 2008 by mistyfikacja

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Zabezpieczony: Ponieważ

Posted in Myśli, Resztki, Zawstydzające on kwiecień 17, 2008 by mistyfikacja

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Zabezpieczony: Racjonalizmy upośledzony

Posted in Codzienność, Myśli, Zawstydzające on luty 3, 2008 by mistyfikacja

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Borderline

Posted in Myśli, Niesprecyzowanie on styczeń 19, 2008 by mistyfikacja

Stagnacja właściwie.

Chciałem żeby kolejna rzecz była odpowiedzią na poprzednią, w końcu miałem ku temu ogromne możliwości. Ale chyba nie pamiętałem jaki jestem. Teraz nie wiem. Albo będę się musiał niesamowicie wysilić, albo będę niesamowicie cierpiał. Ale dosyć o tym.

Starość – nie radość. Jak się wszystko zmienia – coś przerażającego. Inny świat w tak krótkim czasie i nawet nie pozostawia złudzeń że jest tak samo. Coś co składa się na twój prywatny świat – ludzie dookoła, ulega wymianie, jak na gwarancji. I być może na lepsze. Ale to jest jak z zagadkowym serialem który kończy się w połowie. A może inaczej?

Muszę się usprawiedliwić – nie myślę. Może to przez alkohol – nie zdziwiłbym się. Być może nawet ucieszył.

Zawiść. Chyba pierwszy raz w życiu odczuwam coś o tak negatywnym wydźwięku. Ja. I kurwa! Zupełnie płytkie odczucia. Jak najgłupszy, najbardziej tępy idiota, ćpający co sobota i idący na techno.

Cofam się zamiast iść do przodu. Nie wiem, doświadczam rzeczy których w życiu bym się nie spodziewał. Zupełnie jakbym zaczął odkrywać coś nad czym byłem wysoko ponad. Źle dla mnie że przestałem wierzyć w Boga. Teraz będzie chyba tylko gorzej. No widzisz… a myślałeś że Ty jesteś silniejszy…

Niesmak

Posted in Myśli, Niesprecyzowanie on grudzień 9, 2007 by mistyfikacja

Czasami dochodzę do wniosku, że ja tu nie pasuję. Pośród wesołego zgiełku, pośród pajęczyny znajomości i hierarchii ludzkich istnień, ja chciałbym po prostu być. To znaczy nie zwracać na to uwagi, drwić. A nie potrafię. Rusza mnie, kto kogo zna i dlaczego i kurwa w ogóle to durnowate jest. Chciałbym znaleźć się na bezludnej wyspie, ale tylko jeśli ona by mnie rozwijała. Teraz, to nawet nie czuję żalu, na myśl że miałbym tam chociażby umrzeć. Przynajmniej miałbym o sobie wysokie mniemanie…

Niech ktoś mnie czymś mocno uderzy, jak będę chciał znowu coś pisać pod wpływem silnych emocji…

Czarne chmury

Posted in Codzienność, Myśli tagi , , , on grudzień 8, 2007 by mistyfikacja

Jeśli Bóg istnieje, trafię do piekła. W życiu nie poznałem większego skurwysyna ode mnie.

Rozwijam się. Jak każdy. To chyba naturalna droga, że coraz bardziej doświadczony człowiek dostrzega różne rzeczy, których wcześniej nie widział. Moje poglądy i przemyślenia dotyczące sensu doprowadziły mnie do momentu, w którym jestem kimś, kogo uważałbym te 3 lata temu za bardzo złego człowieka. Przeraża mnie to.

Dziwne. Wydaje mi się, że ja się teraz dopiero uczę życia. Że do tego, co powinni dać mi rodzice przed pójściem do szkoły, dochodzę dopiero teraz… i to na dodatek zupełnie sam. Cholernie przygnębiające. Bo jeśli masz zamiar dać komuś poznać się bliżej, to ten ktoś zauważy, że masz problemy 5 latka z rozróżnianiem dobra i zła.

I jeszcze jedno. Dorosłym się staje chyba wtedy, kiedy uważane przez siebie w dzieciństwie puste slogany, zaczynają nabierać sensu. Dorośli wiedzą co mówią, oni też to przeżywali. Tyle że ja to wiem teraz. Głupie stworzenie.
Ciekawe czy poradzę sobie jednak ostatecznie. Czy nie postradam zmysłów, ostatecznie zabijając bliskich i na końcu nie popełnię głośnego samobójstwa. Bo jak na razie wszystko podąża w tym kierunku.

Z klimatu Simply Red, przerzuciłem się na The Cure. Psychodelia

Oktawę niżej

Posted in Codzienność, Myśli on listopad 30, 2007 by mistyfikacja

Dawno się nad sobą nie użalałem. A podoba mi się akcja. Boli Cię jak cholera, wylewasz to próbując wkręcić jak najlepiej oddające sytuację słowa, a po jakimś czasie, kiedy jednak już zaczynasz patrzyć z dystansem dostrzegasz tą schematyczność niesamowitą. Aż chce się siebie samego kopnąć w dupę.

Nie śpię już trzecią noc o tej godzinie… chociaż nie… wczoraj spałem, ale miałem niezwykły koszmar.

Ale po kolei. Zakochuję się niemalże co miesiąc w innej dziewczynie. Irytuje mnie sytuacja, bo będąc megalomanem, nie mogę widzieć w sobie zupełnej świni. Musze mieć o sobie konkretniejsze zdanie. Ale jak to niby ma się zdarzyć, jeśli jednego wieczora wzdychasz do jednej i wydaje Ci się że tak będzie do końca świata, a po jednym malutkim zdarzeniu, delikatnym zderzeniu i gongu zazdrości, robi Ci się niedobrze z miłości do innej.

I nie uwierzę że 17 latkowie potrafią być stabilni emocjonalnie. Nie są tylko sami o tym jeszcze nie wiedzą.

Ona mi się śniła. Już sam fakt tego jest zaskakujący. Nigdy nie śniła mi się dziewczyna, do której aktualnie bym wzdychał! A tu nagle, tego samego dnia w którym się zaczęło – bęc – ona.

Ale to nie wszystko. Jakby mi się śniła, jak czasami śnią mi się niektóre dziewczyny, to nie chciałbym się obudzić. Niestety jednak mój genialny umysł doprowadził do sytuacji w której wszystko czego najbardziej się boję, zdarzyło się dzisiaj w nocy i to w związku z nią.

Na dodatek, ten sen przekonwertował niektóre emocje z nim związane na wspomnienie. I teraz czuję że coś jest nie tak. I ja się jej boję. I nie dam teraz rady się wyluzować.

A to ona zaczęła. Ma taką funkcję a nie inną już w cholerę czasu. Musieliśmy się widzieć na korytarzu miliardy razy. To mogliśmy zostać w dotychczasowych stosunkach już przecież. Ale nie, bo ona musiała przykleić mi do świadomości to swoje błękitne spojrzenie… NO CHOLERA JASNA! No i jak tu człowiek może się rozwijać, kiedy wciąż ktoś nim szarpie w tę i we w tę.

Co jeszcze… no tyle, bo co tu więcej opisywać. To ona zaczęła, a mam wrażenie że to byłem ja i nic z tego nie wyszło, lub nie wyszło w tym kierunku. Na dodatek nie mam podstaw, żeby sądzić, że jest wszystko tak samo jak przed snem. Przed snem liczę przed tym wieczorem, czyli przed imprezą. To jest porządna dziewczyna i bycie bezmoralnym chamem i alkoholikiem raczej jej nie imponuje, a ja na razie tylko to jej pokazuję.

Ale to nie moja wina. Tylko to jak zwykle JA będę cierpiał.

Unexpected

Posted in Codzienność, Myśli on październik 22, 2007 by mistyfikacja

No proszę… Nie powiedziałbym, że tak się zaczną sprawy toczyć. Myślałem że do studiów to będzie emocjonalna hibernacja, czas przejściowy, a potem zapałka na kolejny most. A zaczyna się robić ciekawie. Przynajmniej zaczyna.

No proszę, w najbliższym czasie, wielu rzeczy się dowiem, o wielu się przekonam. I jak tu nie kochać jesienii? ;) Cieżko to pisać, co prawda pisanie szyfrem, tylko dla siebie zrozumiałym nie jest trudne, ale niezmiernie ciężko oddać w ten sposób co się chce powiedzieć, co się chce uwiecznić.

Co jeszcze… rozczaruję się? Nic z tego nie wyjdzie? Noooo… w sumie racja… i w sumie już teraz to wiem. A na dodatek jeśli jednak nie, to i tak się będę męczył i to cholernie. Nie ma to jak optymizm :D

A jak będzie ok? To i tak nie wiadomo czy mi to da trochę oderwania… trochę dystansu… trochę różnicy.

Na dodatek chamsko egocentrycznie i egoistycznie myślę. A to nie powinno być takie ani trochę. Więc do widzenia, pora zakończyć tę parodię :P

Fortyfikacje

Posted in Codzienność, Myśli on październik 16, 2007 by mistyfikacja

Pół roku do matury i pół roku do końca szkoły. 18 lat za mną i zamyka się okres szkoły. Kończy się życie w Sanoku, w domu.

Już teraz widzę, że to co tworzyło mnie, dzięki czemu dało się tutaj przetrwać – rozpada się. Starzy znajomi, z którymi spędzało się długie godziny stają się obojętni – nie mamy już wspólnych spraw, nie ma o czym nawet rozmawiać. Nowi znajomi działają mi na nerwy swoim egocentryzmem, którym emanują, a od społeczeństwa internetowego w którym istniałem, wciąż odłączają się coraz wartościowsze osoby. Nie chce mi się chodzić na nudne lekcje, na których i tak nie uważam i nic z nich nie będę miał. Z drugiej strony natomiast, co miałbym robić w tym czasie?

Mogę kształcić się samodzielnie w kierunku filozofii, czytając artykuły racjonalistyczne i nieracjonalistyczne, przeglądając pojęcia z zakresu filozofii, dowiadując się na temat dokonań znanych filozofów. Mogę kształcić się w kierunku psychologii, czytając “charaktery”, rejestrując się na forum psychologicznym i rozmawiać z wykształconymi. Mogę zacząć przygotowywać się do studiów (chociaż w sumie nie wiem nawet co wybiorę).

Ogólnie mam parę alternatyw… Jednak na co mi one? W sumie miałyby tylko służyć podłechtaniu mojego ego, co ostatecznie przyniosłoby mi tylko ból.

Jeszcze zespół. Coś może z tego będzie. Byłbym bardzo zadowolony. Pomimo że to znowu sprawa mojego ego (a kiedy o nie nie chodziło?), jednak czuję, że to mogłoby mnie zająć, przywrócić mnie dla tego półrocza które zostało.

Potem znowu spalę mosty.

Cierpkość szczęścia.

Posted in Codzienność, Myśli on wrzesień 7, 2007 by mistyfikacja

Znowu kolejna porcja poglądów na temat szczęścia. Byłem na wakacjach, to tęskniłem za domem, szkołą. Jestem w domu, chodzę do szkoły – tęsknię za Polańczykiem. Czy można nie tęsknić? Czuć się szczęśliwym nie myśląc przyszłościowo (co z resztą ostatnio często mi się zdarza, ale o tym później)? Wydaje mi się, że nie. Pamięć zaciera ślady cierpienia, bólu, czy nawet obojętności. We wspomnieniach wszystko jest ładne, piękne i dlatego wolimy być tam, niż tutaj.

Jak już pisałem wcześniej, zdarza mi się odczuwać chwilowe poczucie szczęścia. Opiera się to na tym, że nagle przystaję i zdaję sobie sprawę z tego, że za kilka lat będę wspominał takie chwile jak ta, jako jedne z najpiękniejszych w moim życiu. Wtedy staję się szczęśliwy na chwilę, po prostu czuję się jak we wspomnieniu.

Wcześniej myślałem, że dobre wspomnienia związane są z miejscem, ale przez to, że fajnie spędza się tam czas, ale dzięki obecności odpowiednich osób. Teraz wiem, że to bez znaczenia jak się spędziło czas, byle nie strasznie źle… Chyba po prostu wiąże się to z młodością, albo z bestroską… Szczególnie jeśli akurat znajduje się w stresującym czasie.

Cierpienie, do którego się dąży. Utwór “z nim będziesz szczęśliwsza” SDM-u, mówi o wzniosłych ideach. Podmiot liryczny poświęca się dla kobiety którą kocha. Opuszcza ją, bo przy nim nie będzie tak szczęśliwa, jak z innym mężczyzną, a on pragnie tylko jej szczęścia.

Taaa… już to widzę… To po prostu kolejny egoista, który decyduje się na cierpienie, aby zyskać w oczach tej kobiety, lub osób trzecich. Nie wierzę że człowiek może zrobić coś całkowicie altruistycznie, tylko dla szczęścia innej osoby, nawet kochanej. Nie ma miłości idealnej, ludzie to zwierzęta. Pan Stachura wyprzedził jedynie swą epokę. Dzisiaj taka postawa jest często spotykana. Świadome dążenie do cierpienia, dla własnej satysfakcji. Chce się cierpieć, bo wtedy czuje się wyższość moralną, jest się “ponad”. Wiem, bo sam tak mam, pomimo że taka postawa to kolejna cecha, tępiona przez środowisko. Tyle że niestety wykształtowała się ona prosto z człowieczeństwa, to coś w stylu szantażu, próby dopieczenia komuś.

Oglądaliście “Szeregowca Ryan’a”? W pewnym momencie jeden z żołnierzy opowiada o tym jak w dzieciństwie jego matka późno wracała z pracy, a on zazwyczaj wtedy już spał. A kiedy ona wracała wcześniej, chłopak udawał że śpi, pomimo że bardzo chciał z nią porozmawiać. Kochał ją, ale nie był w stanie pokazać tego, jak bardzo mu na niej zależy. Wolał nie dać jej dowodu swojego przywiązania. Cywilizacja.

Najwidoczniej dla takich osób, szczytem szczęścia jest uwaga ze strony innych. Uwagę zdobywa się widocznym cierpieniem. Natomiast, bardzo źle się człowiek czuje, kiedy nie może cierpieć, nie potrafi wybrać własnego szczęścia, bo wydaje mu się, że to nie jest jego szczęście… z resztą skąd miałby wiedzieć? Instynktownie potrzebuje uwagi, a ma wrażenie że znalazł najlepszy sposób, sposób który najbardziej mu się podoba, nie wymaga wysiłku.

Za rok najdłuższe wakacje. Jak je spędzić? Aktywnie tak jak w tym roku? Nie będę się czuł fajnie, będę tęsknił za domem, Sanokiem, a potem po wielu latach będę cierpiał wspominając. Tymczasem nie mogę zaprzepaścić tego czasu. To byłaby tragedia… pierwszy i ostatni raz.