Pisać.
Piszę tu od Marca. Może nie cały czas – przerwy są dość znaczne, ale parę tych wpisów już mam. I jestem w sumie dość mocno zaskoczony.
Pisałem nieźle. Już na początku miałem specyficzny styl, w okół którego się obracałem i który był tylko mój. Chociaż do każdego kolejnego wpisu potrafię podejść coraz mniej obiektywnie, to mam nadzieję, że nie stało się to moje małe pisanie za bardzo bezpłciowe. Wstydzę się niektórych wpisów, niektórych wyrażeń i zwrotów, przez co nie pokazuję tego nikomu, ale najbardziej się wstydzę samego istnienia tego bloga. Odkrywam się, a jak już napisałem – tajemniczym być jest łatwiej.
Piszę różnie. Raz o tym, raz o tamtym. I od tego o czym piszę, zależy również jak potem ten wpis dla mnie wygląda. Lubię się skupiać na jednej, małej delikatnej rzeczy. Jak np. pierwszy wpis o rozpoczęciu pisania. Lubię go. Za to ostatnio napisałem o ‘zwierzentach” i dlaczego tak a nie inaczej. Temat zdecydowanie długaaaaaaśny i nie ma szans żeby go ładnie zmontować i skończyć w jednym wpisie w sposób zadowalający. Ostatecznie, chciałem o tym napisać dawno bo to ciekawe. A tutaj wyszło nudnie…
Pisanie o uczuciach do dupy mi za to wychodzi! No nie potrafię ładnie i już. Czy to przez brak dystansu? Ponoć moją mocną stroną jest wyglądanie na zdystansowanego, w stosunku do wszystkiego. A do uczuć nie potrafię i chyba przez to. A chciałbym. Bo przez nie tu piszę. One mnie kształtują w tym momencie. Ostatecznie jednak wychodzi na to, że chcąc pokazać po co to wszystko i dlaczego tak a nie inaczej, ocieram się o kicz. We własnym mniemaniu. Bo własne mniemanie jest fundamentem prywatnej rzeczywistości.
Pisałem początek na innym komputerze, na którym nie dało się redagować bezpośrednio w panelu administracyjnym. Musiałem tworzyć gdzie indziej – wybrałem okienko tekstowe do wysyłania maili w gmailu. Jest gigantyczna różnica. Na wordpressie czuje się ten klimat.
A tak poza tym to mniejsza o wszystko.