Archiwum dla grudzień, 2007
Niesmak
Posted in Myśli, Niesprecyzowanie on grudzień 9, 2007 by mistyfikacjaCzasami dochodzę do wniosku, że ja tu nie pasuję. Pośród wesołego zgiełku, pośród pajęczyny znajomości i hierarchii ludzkich istnień, ja chciałbym po prostu być. To znaczy nie zwracać na to uwagi, drwić. A nie potrafię. Rusza mnie, kto kogo zna i dlaczego i kurwa w ogóle to durnowate jest. Chciałbym znaleźć się na bezludnej wyspie, ale tylko jeśli ona by mnie rozwijała. Teraz, to nawet nie czuję żalu, na myśl że miałbym tam chociażby umrzeć. Przynajmniej miałbym o sobie wysokie mniemanie…
Niech ktoś mnie czymś mocno uderzy, jak będę chciał znowu coś pisać pod wpływem silnych emocji…
Czarne chmury
Posted in Codzienność, Myśli tagi the cure, samobójstwo, psychiatra, psychoza on grudzień 8, 2007 by mistyfikacjaJeśli Bóg istnieje, trafię do piekła. W życiu nie poznałem większego skurwysyna ode mnie.
Rozwijam się. Jak każdy. To chyba naturalna droga, że coraz bardziej doświadczony człowiek dostrzega różne rzeczy, których wcześniej nie widział. Moje poglądy i przemyślenia dotyczące sensu doprowadziły mnie do momentu, w którym jestem kimś, kogo uważałbym te 3 lata temu za bardzo złego człowieka. Przeraża mnie to.
Dziwne. Wydaje mi się, że ja się teraz dopiero uczę życia. Że do tego, co powinni dać mi rodzice przed pójściem do szkoły, dochodzę dopiero teraz… i to na dodatek zupełnie sam. Cholernie przygnębiające. Bo jeśli masz zamiar dać komuś poznać się bliżej, to ten ktoś zauważy, że masz problemy 5 latka z rozróżnianiem dobra i zła.
I jeszcze jedno. Dorosłym się staje chyba wtedy, kiedy uważane przez siebie w dzieciństwie puste slogany, zaczynają nabierać sensu. Dorośli wiedzą co mówią, oni też to przeżywali. Tyle że ja to wiem teraz. Głupie stworzenie.
Ciekawe czy poradzę sobie jednak ostatecznie. Czy nie postradam zmysłów, ostatecznie zabijając bliskich i na końcu nie popełnię głośnego samobójstwa. Bo jak na razie wszystko podąża w tym kierunku.
Z klimatu Simply Red, przerzuciłem się na The Cure. Psychodelia
Pisać.
Posted in Uncategorized on grudzień 7, 2007 by mistyfikacjaPiszę tu od Marca. Może nie cały czas – przerwy są dość znaczne, ale parę tych wpisów już mam. I jestem w sumie dość mocno zaskoczony.
Pisałem nieźle. Już na początku miałem specyficzny styl, w okół którego się obracałem i który był tylko mój. Chociaż do każdego kolejnego wpisu potrafię podejść coraz mniej obiektywnie, to mam nadzieję, że nie stało się to moje małe pisanie za bardzo bezpłciowe. Wstydzę się niektórych wpisów, niektórych wyrażeń i zwrotów, przez co nie pokazuję tego nikomu, ale najbardziej się wstydzę samego istnienia tego bloga. Odkrywam się, a jak już napisałem – tajemniczym być jest łatwiej.
Piszę różnie. Raz o tym, raz o tamtym. I od tego o czym piszę, zależy również jak potem ten wpis dla mnie wygląda. Lubię się skupiać na jednej, małej delikatnej rzeczy. Jak np. pierwszy wpis o rozpoczęciu pisania. Lubię go. Za to ostatnio napisałem o ‘zwierzentach” i dlaczego tak a nie inaczej. Temat zdecydowanie długaaaaaaśny i nie ma szans żeby go ładnie zmontować i skończyć w jednym wpisie w sposób zadowalający. Ostatecznie, chciałem o tym napisać dawno bo to ciekawe. A tutaj wyszło nudnie…
Pisanie o uczuciach do dupy mi za to wychodzi! No nie potrafię ładnie i już. Czy to przez brak dystansu? Ponoć moją mocną stroną jest wyglądanie na zdystansowanego, w stosunku do wszystkiego. A do uczuć nie potrafię i chyba przez to. A chciałbym. Bo przez nie tu piszę. One mnie kształtują w tym momencie. Ostatecznie jednak wychodzi na to, że chcąc pokazać po co to wszystko i dlaczego tak a nie inaczej, ocieram się o kicz. We własnym mniemaniu. Bo własne mniemanie jest fundamentem prywatnej rzeczywistości.
Pisałem początek na innym komputerze, na którym nie dało się redagować bezpośrednio w panelu administracyjnym. Musiałem tworzyć gdzie indziej – wybrałem okienko tekstowe do wysyłania maili w gmailu. Jest gigantyczna różnica. Na wordpressie czuje się ten klimat.
A tak poza tym to mniejsza o wszystko.
Simply
Posted in Niesprecyzowanie tagi calm, future, lonelyness, simply red, winter on grudzień 1, 2007 by mistyfikacja
Zmieniłem wygląd bloga. Już nie jest czarno na białym, tylko biało na czarnym
Zima jest śliczna. Taki blady śnieg, zakrywa wszystko co codzienne. Dopiero co zimy nie cierpiałem. Co prawda wciąż nie jest moją ulubioną porą roku, ale zmieniłem do niej podejście i to dość mocno. W sumie prawie tak samo było z jesienią, tylko że akurat ona teraz jest pierwsza.
Dlaczego? Bo inni tak chcą, pewnie nawet nie świadomie. No ale cóż może poradzić na całą sytuację zwykły nastolatek szargany namiętnościami?
Głupio mi się zrobiło, kiedy zobaczyłem że ktoś to przeczytał. Niby nie piszę nic nieludzkiego. Ale tak czy siak – boję się. Być tajemniczym jest łatwiej.
Właściwie to ten wpis miał być krótki, ale jednak nie mogę przestać pisać. Nie chcę być teraz sam, a dzięki temu czuję że z kimś rozmawiam, komuś coś mówię. Nawet nie przeszkadza to że nie ma tej konkretnej osoby, a może to nawet i lepiej…
Ciekawy mam nastrój, jestem całkiem spokojny. Nic mnie raczej z równowagi nie wprowadzi. W głośnikach utwór powyżej. Świątecznie chyba się już czuję, jakby czas się zatrzymał. Tak wyobrażam sobie swoją przyszłość. Rano zapisywanie odczuć i przemyśleń, później kawa, gazeta i fajka z waniliowym tytoniem na tarasie. Przez cały czas ze świadomością, że jest ktoś bardzo blisko.
Niedługo jadę spotkać się z świetnym człowiekiem, którego nie widziałem od wakacji
No… w sumie wtedy pierwszy raz się widzieliśmy. Nigdy wcześniej się z takim kimś nie spotkałem – bez kompleksów, z gigantycznym dystansem do siebie… facet jest genialny. Jednak pomimo spotkania, będąc w sanoku, wciąż będę liczył na co innego
Do zobaczenia.