Archiwum dla listopad, 2007

Oktawę niżej

Posted in Codzienność, Myśli on listopad 30, 2007 by mistyfikacja

Dawno się nad sobą nie użalałem. A podoba mi się akcja. Boli Cię jak cholera, wylewasz to próbując wkręcić jak najlepiej oddające sytuację słowa, a po jakimś czasie, kiedy jednak już zaczynasz patrzyć z dystansem dostrzegasz tą schematyczność niesamowitą. Aż chce się siebie samego kopnąć w dupę.

Nie śpię już trzecią noc o tej godzinie… chociaż nie… wczoraj spałem, ale miałem niezwykły koszmar.

Ale po kolei. Zakochuję się niemalże co miesiąc w innej dziewczynie. Irytuje mnie sytuacja, bo będąc megalomanem, nie mogę widzieć w sobie zupełnej świni. Musze mieć o sobie konkretniejsze zdanie. Ale jak to niby ma się zdarzyć, jeśli jednego wieczora wzdychasz do jednej i wydaje Ci się że tak będzie do końca świata, a po jednym malutkim zdarzeniu, delikatnym zderzeniu i gongu zazdrości, robi Ci się niedobrze z miłości do innej.

I nie uwierzę że 17 latkowie potrafią być stabilni emocjonalnie. Nie są tylko sami o tym jeszcze nie wiedzą.

Ona mi się śniła. Już sam fakt tego jest zaskakujący. Nigdy nie śniła mi się dziewczyna, do której aktualnie bym wzdychał! A tu nagle, tego samego dnia w którym się zaczęło – bęc – ona.

Ale to nie wszystko. Jakby mi się śniła, jak czasami śnią mi się niektóre dziewczyny, to nie chciałbym się obudzić. Niestety jednak mój genialny umysł doprowadził do sytuacji w której wszystko czego najbardziej się boję, zdarzyło się dzisiaj w nocy i to w związku z nią.

Na dodatek, ten sen przekonwertował niektóre emocje z nim związane na wspomnienie. I teraz czuję że coś jest nie tak. I ja się jej boję. I nie dam teraz rady się wyluzować.

A to ona zaczęła. Ma taką funkcję a nie inną już w cholerę czasu. Musieliśmy się widzieć na korytarzu miliardy razy. To mogliśmy zostać w dotychczasowych stosunkach już przecież. Ale nie, bo ona musiała przykleić mi do świadomości to swoje błękitne spojrzenie… NO CHOLERA JASNA! No i jak tu człowiek może się rozwijać, kiedy wciąż ktoś nim szarpie w tę i we w tę.

Co jeszcze… no tyle, bo co tu więcej opisywać. To ona zaczęła, a mam wrażenie że to byłem ja i nic z tego nie wyszło, lub nie wyszło w tym kierunku. Na dodatek nie mam podstaw, żeby sądzić, że jest wszystko tak samo jak przed snem. Przed snem liczę przed tym wieczorem, czyli przed imprezą. To jest porządna dziewczyna i bycie bezmoralnym chamem i alkoholikiem raczej jej nie imponuje, a ja na razie tylko to jej pokazuję.

Ale to nie moja wina. Tylko to jak zwykle JA będę cierpiał.

“Zwierzęci” part 1.

Posted in Publicystyka tagi , , , on listopad 25, 2007 by mistyfikacja

Kiedy Ateista staje się Ateistą, jest już po długich rozmyślaniach nad ludzkością, jej drogą do obecnego stanu, oraz tym, jakby to było gdyby nie było Boga w świadomości narodów. Nie jest ważny wynik rozmyślań, ważne że takowe są.

Aha… Wybaczcie że będę przedstawiał wszystko w postaci pewników, ale nie chce mi się za każdym razem pisać “według mnie”.

Człowiek jest wynikiem ewolucji. Kształciła go ona w taki sposób, żeby miał jak największe szanse przetrwania. No cóż… wtedy głównym problemem każdego stworzenia (w tym i człowieka) było to żeby przetrwać. Być może teraz ludzie różnią się tylko tym od zwierząt… ale o tym później.
Rozpatrując kwestię przetrwania, łatwiej jest korzystać generalnie z przykładu jakiegoś zwierzaka. Takie coś, żeby przetrwać, musi znaleźć żarcie (upolować, wykopać, wyhodować, ukraść… cokolwiek), a następnie zeżreć samemu, bo jak przylecą wszyscy do okoła to co mu zostanie? Płacz i zgrzytanie zębów. Następnie musi znaleźć partnerkę i ją zapłodnić. Tu kwestia instynktu. Bo w sumie do przeżycia mu to potrzebne nie jest, ale jego istnienie musi mieć jakiś sens – choćby taki, żeby dać kolejne istnienie.

Tak czy siak, chodzi mi o to że takie zwierze musi być egoistą. I to takim do spodu, bo inaczej sobie nie pożyje. Wyobraźmy sobie, że jest stado antylop. Urodziło się niedawno małe antylopiontko z jakąś chorobą i zbyt powoli rośnie. Nagle na stado napada kilka lwic. Kogo atakują? Najsłabszego… Ale nagle zza krzaków wyskakuje silny źrebak i uwagę lwic zwraca na siebie (dodajmy że robi to z premedytacją). One atakują jego, zostawiając cherlaka w spokoju. Silny źrebak ginie, ale za to słaby jest żywy.
I teraz są dwie możliwości:
1. Cherlak uchodzi z życiem i wszystko fajnie pięknie, dopóki następnego dnia nie napadną znowu drapieżniki i tym razem albo znowu ktoś nie odda życia za niego, albo po prostu skończy się jego marny żywot. Jeśli więcej jednostek oddaje życie za słabszych – stado w niedługim czasie pada całkowicie.
2. Cherlak uchodzi z życiem i po doświadczeniu heroizmu przyjaciela, przechodzi całkowitą wewnętrzną przemianę. Staje się zdrowy, silny, inteligentny i w ogóle full wypas. Przekazuje geny dalej. I tak jest z paroma innymi z pozoru słabymi jednostkami. W niedalekiej przyszłości stado rozrasta się i dokonuje niesamowitych rzeczy.

Która z możliwości jest bardziej prawdopodobna i jak bardzo?

W lipcu bieżącego roku, do zastanowienia się nad tym, zmusił mnie znajomy, który twierdził, że druga możliwość jest bardzo prawdopodobna.

Wróćmy do ludzi. Człowiek też musiał być egoistą żeby przetrwać. Jego głównym problemem też było to, czy dożyje jutra. A bądźmy szczerzy… ewolucja jest wolniejsza niż postępy cywilizacyjne. Dlatego dzisiaj, człowiek wciąż jest pierdolonym egoistą. Każdy.

A tak w ogóle to nie ma egoizmu :D Pojęcie egoizmu to wymysł ludzki, którym się gardzi. Zwierzęta nie są egoistyczne, po prostu muszą przetrwać w jakiś sposób. I ten sposób ciągle siedzi w człowieku. Więc jak to się stało, że egoizm jest be?

To pycha. W pewnym momencie człowiek stał się za silny. Zaczął się szybko rozwijać… Okazało się że nie wystarczy być bardzo silnym… lub bardzo szybkim… lub bardzo inteligentnym… trzeba być wszystkim po trochu, bo wtedy poszczególne straty są mniejsze i łatwiej je odrobić i człowiek był taki. A żeby się wywyższyć, poczuć się za lepszego, postawić na piedestale gatunków, stworzył sobie moralność, etykę, Boga… od tego momentu mówimy o człowieku jako o Człowieku… homo sapiens sapiens, a nie jako jednym z wielu gatunków zwierząt.

Człowiek postanowił być lepszy od zwierząt, więc nie mógł być zwierzęciem, dlatego wyrzekł się tego co zwierzęce i uznał to za złe. A to co nie jest zwierzęce za dobre. Teraz mamy, egoizm – zły, rozwiązłość seksualna – złe, brak wdzięczności – zły. Pomoc słabszym – dobra, no i dobre są rzeczy związane czysto w wypieraniem się zwierzęcości… Ostatecznie, to zrobił się anty przez co głupi i wszystkie zasady tylko na opak. Łatwo przewidzieć że to może prowadzić tylko do katastrofy… Tak… uważam że kiedyś ludzkość się sama wykończy.

Na dzisiaj tyle. Powyższych poglądów nie udało mi się zakwalifikować w jakieś bliższe ramy (najbliżej im do satanizmu, więc i mnie w moich poglądach do satanisty, jednak nie uważam się za satanistę, bo oni są amoralni, a ja nie potrafię i właściwie nie chcę, bo moja chrześcijańska moralność wyniesiona z domu wciąż uważa siebie za jedyną słuszną i w niej samej nie czuję potrzeby jej zwalczania), więc osobom je uznającym nadałem nazwę “zwierzęci”. Ja jestem zwierzętą. Pewnie będę miał jeszcze coś do powiedzenia na temat moralności, lub egoizmu, albo rozkładu cech u człowieka, albo o różnicach między ludźmi a resztą zwierząt, dlatego nadałem temu wpisowi podtytuł “part 1.” Czekajcie na ciąg dalszy. ;)