Hello
Wiem – moja wina. Miałem się zmuszać do pisania. Tylko jak to zrobić jak ciągle ma się nowe wymówki? W domu nie ma czasu… człowiek ma tylko godzinę na necie którą poświęca na wkurzaniu się na jego jakość, ew. to co się uda wyświetlić to poświęca na uzależniające forum młodzieżowe. Chciałem pisać w bibliotece… tylko najpierw neta nie było i ciągle się w Warcrafta grało, a teraz jak jest net, to albo stoi nad tobą mnóstwo ludzi i nie możesz mieć ani krzty prywatności, albo Rafał siedzi obok i zagląda co chwilę w monitor. A wolałbym żeby nie wiedział, że ja mam coś takiego.
W każdym bądź razie… w końcu piszę… tylko o czym?
Ogólnie nie jest źle. Nie myślę – nie mam podłych przemyśleń… Doszedłem do wniosku, że myślenie nad moim nieszczęściem to jeszcze większe nieszczęście, więc staram się tego nie robić. Tylko gorzej będzie jak moje normalne nieszczęście stanie się dosyć wysokie – automatycznie zacznę o nim myśleć i bum…
Uh… pisałem już o zazdrości? Jaki ja jestem okropnie zazdrosny! Zazdroszczę przede wszystkim uznania, względów u osoby na której mi zależy. To przeradza się w maniakalną obsesję na punkcie konkretnej jednostki (nie ukrywam że zazwyczaj chodzi o dziewczynę i przypadek na którym się opieram pisząc to, również związany jest z płcią przeciwną
). Zabawne że jestem zazdrosny również wtedy, kiedy wiem że to się nie opłaca, że to bez sensu i że dana osoba na to nie zasługuje… Presja otoczenia, zwykłe hormony, konformizm… doprawdy zabawne…
Do następnego razu