Archiwum dla październik, 2007

Nadworny niepokój

Posted in Codzienność on październik 28, 2007 by mistyfikacja

Co tam u mnie? Ciekawie, ciekawie… Ale że humor niezbyt mam to się nie da zaprzeczyć.

Dziwny czas się dla mnie rozpoczął. To, co do tej pory sprawiało, że mam na co czekać, zaczęło mnie nudzić. Ale tak cholernie… a było to dla mnie ważne już prawie rok.

Dziwne to uczucie, kiedy coś, co było ogromną częścią ciebie, nagle okazuje się… niewarte uwagi. Kiedy przestaje ci to dawać satysfakcję. Kiedy mało już cię to obchodzi…

Tymczasem dochodzi coś (heh… coś…), o czym myślisz całymi dniami, od czego zaczyna po prostu wszystko zależeć… i dlaczego? To tak zaskakuje, że jesteś zaskoczony możliwością zaskakiwania :) Najlepsze jest jednak to, że to nie ma najmniejszego sensu i aż razi po oczach brakiem logiki.

W sumie to nie bardzo jest to jak ująć. Tutaj proza, tym bardziej quasi-dziennikowa odda bardzo mało, albo jeszcze mniej. Ale ok, postaram się wyjaśnić pierwsze zdanie.

Dlaczego ciekawie? Bo to nowość. I to jak cholera. Do tej pory sobie myślałeś, że to śmieszne i chwila moment – przejdzie. I miałeś rację. A teraz nic nie wiesz…
Ale niedługo się dowiesz… bo to nie jest w żaden sposób zamrożone i będzie się rozwijać, lub zwijać… i strasznie ciekawy jestem jak to będzie.

A dlaczego humor? Dawno nie zaspokajałem nałogu. :P

Unexpected

Posted in Codzienność, Myśli on październik 22, 2007 by mistyfikacja

No proszę… Nie powiedziałbym, że tak się zaczną sprawy toczyć. Myślałem że do studiów to będzie emocjonalna hibernacja, czas przejściowy, a potem zapałka na kolejny most. A zaczyna się robić ciekawie. Przynajmniej zaczyna.

No proszę, w najbliższym czasie, wielu rzeczy się dowiem, o wielu się przekonam. I jak tu nie kochać jesienii? ;) Cieżko to pisać, co prawda pisanie szyfrem, tylko dla siebie zrozumiałym nie jest trudne, ale niezmiernie ciężko oddać w ten sposób co się chce powiedzieć, co się chce uwiecznić.

Co jeszcze… rozczaruję się? Nic z tego nie wyjdzie? Noooo… w sumie racja… i w sumie już teraz to wiem. A na dodatek jeśli jednak nie, to i tak się będę męczył i to cholernie. Nie ma to jak optymizm :D

A jak będzie ok? To i tak nie wiadomo czy mi to da trochę oderwania… trochę dystansu… trochę różnicy.

Na dodatek chamsko egocentrycznie i egoistycznie myślę. A to nie powinno być takie ani trochę. Więc do widzenia, pora zakończyć tę parodię :P

Fortyfikacje

Posted in Codzienność, Myśli on październik 16, 2007 by mistyfikacja

Pół roku do matury i pół roku do końca szkoły. 18 lat za mną i zamyka się okres szkoły. Kończy się życie w Sanoku, w domu.

Już teraz widzę, że to co tworzyło mnie, dzięki czemu dało się tutaj przetrwać – rozpada się. Starzy znajomi, z którymi spędzało się długie godziny stają się obojętni – nie mamy już wspólnych spraw, nie ma o czym nawet rozmawiać. Nowi znajomi działają mi na nerwy swoim egocentryzmem, którym emanują, a od społeczeństwa internetowego w którym istniałem, wciąż odłączają się coraz wartościowsze osoby. Nie chce mi się chodzić na nudne lekcje, na których i tak nie uważam i nic z nich nie będę miał. Z drugiej strony natomiast, co miałbym robić w tym czasie?

Mogę kształcić się samodzielnie w kierunku filozofii, czytając artykuły racjonalistyczne i nieracjonalistyczne, przeglądając pojęcia z zakresu filozofii, dowiadując się na temat dokonań znanych filozofów. Mogę kształcić się w kierunku psychologii, czytając “charaktery”, rejestrując się na forum psychologicznym i rozmawiać z wykształconymi. Mogę zacząć przygotowywać się do studiów (chociaż w sumie nie wiem nawet co wybiorę).

Ogólnie mam parę alternatyw… Jednak na co mi one? W sumie miałyby tylko służyć podłechtaniu mojego ego, co ostatecznie przyniosłoby mi tylko ból.

Jeszcze zespół. Coś może z tego będzie. Byłbym bardzo zadowolony. Pomimo że to znowu sprawa mojego ego (a kiedy o nie nie chodziło?), jednak czuję, że to mogłoby mnie zająć, przywrócić mnie dla tego półrocza które zostało.

Potem znowu spalę mosty.

Arbeit macht frei

Posted in Publicystyka on październik 15, 2007 by mistyfikacja

Że niby nie? Może dla Ciebie nie, ale dla mnie – owszem.

Na dodatek praca, która nie prowadzi bezpośrednio do osiągnięcia moich życiowych celów. Ot tak… fizyczna dla przykładu. Muszę coś robić, dla robienia, bo w innym przypadku mam piorunujące wrażenie że marnuję czas. Każda sekunda twojego życia, jest częścią twojej prywatnej historii, więc sorry…

Tymczasem zastanawiałem się dlaczego tak jest… i właściwie to chyba wychowanie. Rodzice od urodzenia wpływają na mnie w ten a nie inny sposób. Ciągle słyszę, że tylko ciężką pracą można do czegoś dojść. I powstało we mnie takie coś, co nie pozwala mi się lenić… Czuję że wiek w którym się znajduje wymaga ode mnie biegu. Nie mogę stracić ani chwili, bo potem zostanę w tyle. Tylko rzucając się w wir pracy, zdobędę poczucie że coś się udało.

Heh… człowiek umiera z wrażeniem niespełnienia tak czy siak. Zawsze można było zrobić coś lepiej. Zrobić więcej dla siebie, dla innych, dla świata. Może więc lepiej jest czerpać przyjemność?

Teraz widzę jeszcze naturalnie to, że rzeczywiście trzeba pracować. No bo trzeba. Tylko nienaturalne jest to że muszę pracować żeby osiągnąć spokój. Praca => byt materialny. Przynajmniej w takim sensie w jakim ja ją pojmuję. Rozwijanie siebie dla rozwijania, dla przyjemności, to nie praca, to przyjemność, to sens.

Właściwie to mam zamiar pracować i pewnie będę pracował, do momentu w którym osiągnę stabilizację materialną. Potem będzie można stabilizować życie, nerwy, nadzieje. Usiądę na werandzie przed domem w niedzielny poranek, z kawą w dłoni, z “charakterami” na kolanach i z poczuciem, że kilka metrów stąd jest ktoś kto mnie potrzebuje. Wtedy będę mógł się zająć sobą.

Jednak na razie muszę pracować :P Zabawne, że jeśli komuś nie wtłuczesz, że musi pracować, to nie będzie czuł takiej potrzeby. A niepokój lenistwa niesie się pokoleniami.

Ps. A tak w ogóle to w końcu poszedł na drugą stronę ten beznadziejny wpis: “Prywatny subiektywizm” :P Okropny jest. Tymczasem dziennik się rozwija i jest ok. A dzisiaj nieźle popłynąłem. Tak się powinno pisać :D

Hello

Posted in Codzienność, Resztki on październik 12, 2007 by mistyfikacja

Wiem – moja wina. Miałem się zmuszać do pisania. Tylko jak to zrobić jak ciągle ma się nowe wymówki? W domu nie ma czasu… człowiek ma tylko godzinę na necie którą poświęca na wkurzaniu się na jego jakość, ew. to co się uda wyświetlić to poświęca na uzależniające forum młodzieżowe. Chciałem pisać w bibliotece… tylko najpierw neta nie było i ciągle się w Warcrafta grało, a teraz jak jest net, to albo stoi nad tobą mnóstwo ludzi i nie możesz mieć ani krzty prywatności, albo Rafał siedzi obok i zagląda co chwilę w monitor. A wolałbym żeby nie wiedział, że ja mam coś takiego.

W każdym bądź razie… w końcu piszę… tylko o czym? ;)

Ogólnie nie jest źle. Nie myślę – nie mam podłych przemyśleń… Doszedłem do wniosku, że myślenie nad moim nieszczęściem to jeszcze większe nieszczęście, więc staram się tego nie robić. Tylko gorzej będzie jak moje normalne nieszczęście stanie się dosyć wysokie – automatycznie zacznę o nim myśleć i bum…

Uh… pisałem już o zazdrości? Jaki ja jestem okropnie zazdrosny! Zazdroszczę przede wszystkim uznania, względów u osoby na której mi zależy. To przeradza się w maniakalną obsesję na punkcie konkretnej jednostki (nie ukrywam że zazwyczaj chodzi o dziewczynę i przypadek na którym się opieram pisząc to, również związany jest z płcią przeciwną :P ). Zabawne że jestem zazdrosny również wtedy, kiedy wiem że to się nie opłaca, że to bez sensu i że dana osoba na to nie zasługuje… Presja otoczenia, zwykłe hormony, konformizm… doprawdy zabawne…

Do następnego razu