Archiwum dla wrzesień, 2007

Cierpkość szczęścia.

Posted in Codzienność, Myśli on wrzesień 7, 2007 by mistyfikacja

Znowu kolejna porcja poglądów na temat szczęścia. Byłem na wakacjach, to tęskniłem za domem, szkołą. Jestem w domu, chodzę do szkoły – tęsknię za Polańczykiem. Czy można nie tęsknić? Czuć się szczęśliwym nie myśląc przyszłościowo (co z resztą ostatnio często mi się zdarza, ale o tym później)? Wydaje mi się, że nie. Pamięć zaciera ślady cierpienia, bólu, czy nawet obojętności. We wspomnieniach wszystko jest ładne, piękne i dlatego wolimy być tam, niż tutaj.

Jak już pisałem wcześniej, zdarza mi się odczuwać chwilowe poczucie szczęścia. Opiera się to na tym, że nagle przystaję i zdaję sobie sprawę z tego, że za kilka lat będę wspominał takie chwile jak ta, jako jedne z najpiękniejszych w moim życiu. Wtedy staję się szczęśliwy na chwilę, po prostu czuję się jak we wspomnieniu.

Wcześniej myślałem, że dobre wspomnienia związane są z miejscem, ale przez to, że fajnie spędza się tam czas, ale dzięki obecności odpowiednich osób. Teraz wiem, że to bez znaczenia jak się spędziło czas, byle nie strasznie źle… Chyba po prostu wiąże się to z młodością, albo z bestroską… Szczególnie jeśli akurat znajduje się w stresującym czasie.

Cierpienie, do którego się dąży. Utwór “z nim będziesz szczęśliwsza” SDM-u, mówi o wzniosłych ideach. Podmiot liryczny poświęca się dla kobiety którą kocha. Opuszcza ją, bo przy nim nie będzie tak szczęśliwa, jak z innym mężczyzną, a on pragnie tylko jej szczęścia.

Taaa… już to widzę… To po prostu kolejny egoista, który decyduje się na cierpienie, aby zyskać w oczach tej kobiety, lub osób trzecich. Nie wierzę że człowiek może zrobić coś całkowicie altruistycznie, tylko dla szczęścia innej osoby, nawet kochanej. Nie ma miłości idealnej, ludzie to zwierzęta. Pan Stachura wyprzedził jedynie swą epokę. Dzisiaj taka postawa jest często spotykana. Świadome dążenie do cierpienia, dla własnej satysfakcji. Chce się cierpieć, bo wtedy czuje się wyższość moralną, jest się “ponad”. Wiem, bo sam tak mam, pomimo że taka postawa to kolejna cecha, tępiona przez środowisko. Tyle że niestety wykształtowała się ona prosto z człowieczeństwa, to coś w stylu szantażu, próby dopieczenia komuś.

Oglądaliście “Szeregowca Ryan’a”? W pewnym momencie jeden z żołnierzy opowiada o tym jak w dzieciństwie jego matka późno wracała z pracy, a on zazwyczaj wtedy już spał. A kiedy ona wracała wcześniej, chłopak udawał że śpi, pomimo że bardzo chciał z nią porozmawiać. Kochał ją, ale nie był w stanie pokazać tego, jak bardzo mu na niej zależy. Wolał nie dać jej dowodu swojego przywiązania. Cywilizacja.

Najwidoczniej dla takich osób, szczytem szczęścia jest uwaga ze strony innych. Uwagę zdobywa się widocznym cierpieniem. Natomiast, bardzo źle się człowiek czuje, kiedy nie może cierpieć, nie potrafi wybrać własnego szczęścia, bo wydaje mu się, że to nie jest jego szczęście… z resztą skąd miałby wiedzieć? Instynktownie potrzebuje uwagi, a ma wrażenie że znalazł najlepszy sposób, sposób który najbardziej mu się podoba, nie wymaga wysiłku.

Za rok najdłuższe wakacje. Jak je spędzić? Aktywnie tak jak w tym roku? Nie będę się czuł fajnie, będę tęsknił za domem, Sanokiem, a potem po wielu latach będę cierpiał wspominając. Tymczasem nie mogę zaprzepaścić tego czasu. To byłaby tragedia… pierwszy i ostatni raz.