Będzie ciężko. W sumie chyba od razu będę się tego wpisu wstydził, bo powstaje pod natchnieniem echa wielu emocji.
Ehh… No głupoty robię, a raczej nie potrafię działać. CHOLERA. Nie chciałem tego pisać, ale nie sposób zrobić to inaczej… Zależy mi na ludziach, ale nic mnie nie zmusi żebym im to okazał. Trzeba się leczyć. Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego ja taki jestem? Mam znajomego, którego relacje z rodzicami wyglądają o wiele gorzej pod względem emocjonalnym niż moje, a pomimo to, ma to o czym ja piszę z tęsknotą.
Chwila… to głupota jest przecież. On nie jest wcale zadowolony. Nie czuje że to ma. Odczuwa się braki, nie nadmiar lub dostatek. Rany… i bądź tu szczęśliwy.
Kurwa! Sam szukam sobie czegokolwiek żeby się dołować. Pff… Ja nie chcę nic robić już. Albo ok, chociaż oddać klimat i poczucie tego momentu. Czuć się jednocześnie niczym i wiedzieć że czucie się takim, właśnie takim cię czyni… A czemu nie czuć odwrotnie? Że jest się kimś? Przeszłość i uświadamianie jak ta droga, ta “mądrość”, ta popieprzona duma sprawia ból. Kiedy jest dobrze, to po co coś zmieniać? A zmiana jest priorytetem. Tylko do cholery sama, sama. Katharsis chyba nie przyjdzie.
Obsesja. Nawet nie wiem czy być na siebie za to złym. Z resztą trzeba przestać. Właśnie doszedłem do tego że osoba na punkcie której mam obsesję, jest zbyt rozległa jeśli chodzi o zainteresowania.
Ech, chyba tyle. Kończę to w zupełnie innym stylu niż zacząłem.