Archiwum dla sierpień, 2007

Staram się – nie staram

Posted in Codzienność, Zawstydzające on sierpień 19, 2007 by mistyfikacja

Będzie ciężko. W sumie chyba od razu będę się tego wpisu wstydził, bo powstaje pod natchnieniem echa wielu emocji.

Ehh… No głupoty robię, a raczej nie potrafię działać. CHOLERA. Nie chciałem tego pisać, ale nie sposób zrobić to inaczej… Zależy mi na ludziach, ale nic mnie nie zmusi żebym im to okazał. Trzeba się leczyć. Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego ja taki jestem? Mam znajomego, którego relacje z rodzicami wyglądają o wiele gorzej pod względem emocjonalnym niż moje, a pomimo to, ma to o czym ja piszę z tęsknotą.

Chwila… to głupota jest przecież. On nie jest wcale zadowolony. Nie czuje że to ma. Odczuwa się braki, nie nadmiar lub dostatek. Rany… i bądź tu szczęśliwy.

Kurwa! Sam szukam sobie czegokolwiek żeby się dołować. Pff… Ja nie chcę nic robić już. Albo ok, chociaż oddać klimat i poczucie tego momentu. Czuć się jednocześnie niczym i wiedzieć że czucie się takim, właśnie takim cię czyni… A czemu nie czuć odwrotnie? Że jest się kimś? Przeszłość i uświadamianie jak ta droga, ta “mądrość”, ta popieprzona duma sprawia ból. Kiedy jest dobrze, to po co coś zmieniać? A zmiana jest priorytetem. Tylko do cholery sama, sama. Katharsis chyba nie przyjdzie.

Obsesja. Nawet nie wiem czy być na siebie za to złym. Z resztą trzeba przestać. Właśnie doszedłem do tego że osoba na punkcie której mam obsesję, jest zbyt rozległa jeśli chodzi o zainteresowania.

Ech, chyba tyle. Kończę to w zupełnie innym stylu niż zacząłem.

Navigare necesse est…

Posted in Codzienność, Resztki on sierpień 5, 2007 by mistyfikacja

Chciałem żeby było wyjątkowo, będzie standardowo.

Od drugiego tygodnia wakacji, pracuję w Polańczyku, nad jeziorem Solińskim. Jestem sternikiem na katamaranie, na którym odbywają się godzinne rejsy wycieczkowe. Ludzie przychodzą, płacą, wsiadają, ja ich wożę przez godzinę, wracam, kolejni ludzie przychodzą i tak w kółko…

Żeglowanie jest moją pasją, nawet w tym momencie marzę o tym żeby złapać talię w jedną łapę, rumpel w drugą i poszaleć trochę po Solinie, jednak owa praca nie należy do przyjemnych. Przede wszystkim ograniczenia czasowe, po drugie – muszę wozić ludzi kiedy oni chcą, nie kiedy ja… Po trzecie – sami ludzie, obcy, przez godzinę… Nie nadaję się do pracy z ciągle to nowymi ludźmi… męczy mnie to cholernie.

Co z tego? Najprawdopodobniej będą to moje najpiękniejsze wakacje, pomimo że teraz są bardzo męczące. Jak to napisałem gdzie indziej, zapełnia się czas… i to zapełnia się doświadczeniem. Pamięć przesiewa fakty jak przez sito… zostawia tylko pozytywne. O zmęczeniu nie będę pamiętał.

Ale jest jeszcze coś… zmiana środowiska i to dość nagła. W Polańczyku mieszkam, do domu wracam ok dwa razy na tydzień i zazwyczaj tylko na noc. I tutaj jest motyw straty. Ciągle mam wrażenie że coś mi umyka, że będąc tam, życie tutaj toczy się już beze mnie. Poza tym – wakacje, życie z dala od rówieśników, albo przynajmniej od takiej ilości rówieśników do jakiej jestem przyzwyczajony… Ich życie teraz też toczy się beze mnie. Wiem, wiem… sytuacja w 100% naturalna, tylko dlaczego mnie to tak rusza?

Na szczęście już niedługo – powrót. Z nowym bagażem doświadczeń, z nową baterią dystansu. Mam szanse na coś co warunkuje moje prywatne szczęście – bycie ponad. Ależ chamsko…

Niestety, za rok koniec szkoły na zawsze. Traumatyczne przeżycie jak dla mnie, tym bardziej że czasy liceum to czas niesamowitego rozwoju. Aż za dużo zawdzięczam tym ludziom i na razie nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez nich. Potem być może studia i raczej historia chamsko się powtórzy, tak jak ze znajomymi z gimnazjum. Tak wygląda życie…

Ok… wyszło strasznie banalnie, ale trudno.

W ogóle to wróciłem do pisania, pomimo że czasu nie mam. Jestem przekonany, że każde kolejne słowo zapisane na dłuższy czas – zaprocentuje. Jeśli chodzi o uwarunkowania opisane wcześniej, to wydaje mi się że nie mają one teraz miejsca. Chociaż być może to po prostu okres bezmyśli? :D Mam czas, rozwijam się, dojdę do tego…