Archiwum dla maj, 2007

Jak rozmawiać o miłości?

Posted in Resztki, Zawstydzające on maj 21, 2007 by mistyfikacja

Ostatnio dość często zaczynam się łapać na tym że odczuwam chwilowe poczucie szczęścia. Zatrzymuję się, patrzę z boku na sytuację w której się znajduję i dochodzę do wniosku że w tym momencie niczego więcej mi nie potrzeba. Czyli moja definicja szczęścia jest spełniona. Nie ulegnij wrażeniu że to jakieś wesołe chwile, jedno z drugim ma akurat mało wspólnego, po prostu czuję, że za kilka lat, wspominając tą sytuację pomyślę że, kurcze fajnie było…

Właściwie to nostalgia mi się w nich podoba chyba…

Zupełnie nieciekawie jest, kiedy człowiek zaczyna uważać się za nędzniejszego od robaka. Kiedy coś, co kształtuje jego hierarchię wartości i warunkuje zachowania, staje się jasne i oczywiste, a delikatnie mówiąc – nie może być powodem do dumy. Na dodatek to jest niezależne od niego, lecz od błędów najbliższych w przeszłości. Jest jakie jest i bez pomocy nie może się zmienić.

Kurwa.

[tutaj było hasło, którego się wstydzę i dlatego go tu teraz nie ma]

Tytuł wpisu został zainspirowany hasłem, które wpisał ktoś w google, po czym trafił tutaj… Hasło jest bez sensu… Jak rozmawiać o miłości? no jak? A poza tym, jaki to ma związek ze mną? Szlag by to jasny!

Pewność – o nim opinia.

Posted in Myśli, Publicystyka on maj 18, 2007 by mistyfikacja

Chyba mamy to już w naturze, że musimy się ustosunkować do czyjegoś wyglądu, poglądów, czynów, decyzji, idei itp. Dlaczego? Chyba ceni się osoby z własnym zdaniem. Dlatego z rozbiegu oceniamy wydarzenia, zachowania, innych ludzi.

No i co z tego?

Wydaje mi się że mechanizm wyrabiania sobie opinii o kimś wygląda następująco. Obraz (subiektywny, ukształtowany przez nas) zachowań i poglądów (oraz tego co ktoś mówi) innej osoby, nakłada się na szkielet własnej moralności i sprawdza się czy wszystko pasuje. Jeśli tak – zgadzamy się, zaczynamy tę osobę lubić. Jeśli nie – no to nie, zupełnie nie rozumiemy tej osoby, wydaje nam się że jej zachowanie jest dziwne. Czasami śmieszne, czasami sztuczne – nienaturalne. Uważamy że ta osoba jest niedojrzała, lub że to szpaner, lub dziwak, albo jeszcze coś innego…. i zazwyczaj mamy rację. Ale jeśli wiemy tyle, to to nam wystarcza.

Sam często osądzałem, jednym zdaniem potrafiłem określić każdą nowo poznaną (lub niepoznaną) osobę. Dobrze było dostać lekcję pokory. Teraz razi mnie po prostu w oczy, jak ktoś bezprecedensowo określa ludzi, masowo generalizując. A to skejci to idioci, emo – dzieci z bogatych rodzin, którym się w główkach poprzewracało, a metale to brudasy.

Może to nie ich wina, że mają inny system wartości niż inni.

Tutaj wracam do swojego poglądu w którym mówię, że od siebie samego bardzo mało człowiek zależy. Do 3 roku życia praktycznie wszystko w naszej psychice zależy od naszych rodziców i rodzeństwa, potem zaczyna się wpływ szerszego środowiska, ale to dalej najbliższa rodzina jest głównym czynnikiem kształtującym osobowość. Dopiero w okresie dojrzewania przestaje człowiek być od nich zależny, a zaczyna od znajomych.

Pewnie ktoś mi zarzuci że próbuję jakoś usprawiedliwiać patologię, czy coś, ale trudno. Wg mnie społeczność, jest już ukształtowana przez poprzednią społeczność, i będzie kształtować kolejną. Wszystko stworzy się samo.

Ja, w każdym bądź razie, już nie patrzę na dziewczyny w stylu Barbie z pogardą…

Rozwinięcie tematu

Posted in Resztki on maj 6, 2007 by mistyfikacja

No tego… wstyd mi. Z tego samego powodu, dla którego poświęciłem mnóstwo cennego czasu i założyłem ten blog – zarzuciłem po kilku wpisach prowadzenie go, jednocześnie analizując motywy tego czynu.

Bardzo prawdopodobne, że z tego samego powodu znowu coś tu napisałem, ale o tym przekonam się, lub domyślę się tego później.

Rzecz będzie o pisaniu, bo to mąci mi w głowie kiedy piszę. Kiedy (lub “jeśli”) do tego przywyknę, to może wysilę się na coś własnego, co jednocześnie będzie uniwersalne. Oho… znowu zaczynam, ale mniejsza z tym.

Kiedy tylko mam coś swobodnego do napisania – jakąś opinię, jakieś przemyślenia, jakieś uwagi, to chcę to najpierw przemyśleć, potem napisać. Tylko niestety problem mały oto właśnie z tym wszystkim następujący jest: nie myślę całymi zdaniami, a nawet kiedy już się wysilę i dorobię do jednego słowa (i mnóstwa pobocznych myśli) kilka dodatkowych, to zaraz je zapominam i szlag trafia całą drogę do konkretnej uwagi, która niewątpliwie mogła by być bardziej interesująca i zajmująca niż owa uwaga właśnie.

Oczywiście. Mógłbym to zapisywać gdzieśtam po prostu, tuszem z długopisu na celulozie, lecz oto byłby koniec dla moich… ekhem, ekhem… “spojrzeń”. Nie potrafiłbym bezstratnie przenieść tego gdzie indziej. Sztucznie byłoby jak cholera…

Tak że, wszystko co czytasz teraz dziwny człowieku wymyśliłem przed chwilą, nie myślałem nad tym ani sekundy. Jakbym pomyślał – to nie znalazłoby się tu oto.

Ale jest jeszcze jedna myśl, którą chciałem rozwinąć i dotyczy tego wpisu i wcześniejszej przerwy i powodów. Ukryta celowość w zachowaniu. Podświadoma. Ale taka, że po pewnym czasie zdaję sobie sprawę z jej istnienia… przynajmnij tak mi sie wydaje. W każdym bądź razie, to jest tak, że znakomita część zachowań społecznych jest warunkowana konkretnym czynnikiem. Niestety – to, że czynność jest dokonana pod wpływem tego czynnika, jakby stoi w sprzeczności z tym oto czynnikiem, co z kolei powoduje powstanie kolejnego czynnika, który warunkuje kolejne zachowanie. Koło się zamyka.

Tak oto właśnie wygląda wszystko, a dokładniej mikroskopijna część wszystkiego.