Archiwum dla marzec, 2007

Kto ustala znaczenia pojęć?

Posted in Publicystyka on marzec 24, 2007 by mistyfikacja

Problem codzienny, pojawia się w praktycznie każdej rozmowie, z tym, że w większości nie zwraca się na niego uwagi z powodu ignorancji, lub po prostu uproszczenia (osoby dostrzegające problem, zazwyczaj upraszczają sobie rozmowę, dopuszczając możliwość niecałkowitego zrozumienia swojego rozmówcy – tak jest po prostu łatwiej).

Najprostszy przykład? Chyba każdy z nas rozmawiał o miłości (pomijając fakt, zazwyczaj rozmawiając o miłości, rozmawia się o znaczeniu tego słowa dla rozmawiających), a dla każdego to pojęcie znaczy coś innego. Może nie w całości, ale na pewno są takie uczucia, które dla jednych są już miłością, a dla innych jeszcze nie. Takich pojęć jest mnóstwo i zazwyczaj określają one najprostsze rzeczy w życiu.

Właściwie to normalnie nie ma problemu. Każdy ma pojęcia skonkretyzowane w podświadomości i podświadomie wie, kiedy coś można opatrzyć jakimś określeniem, a kiedy nie. Problem pojawia się w momencie konfrontowania prywatnego znaczenia pojęcia, ze znaczeniem innej osoby. Bo trzeba wiedzieć że ile ludzi, tyle teorii na temat czegokolwiek. Ileż to konfliktów, kłótni i nieporozumień, wynikających z niezrozumienia systemu przydzielania określeń do części rzeczywistości, sprawiło że odechciało mi się rozmawiać na jakiś temat. Właściwie to ostatnio coraz częściej tak się dzieje. Ludzie kłócą się ze sobą, a potem okazuje się że ich wypowiedzi traktowały o czymś zupełnie innym. Niektórzy nie potrafią, lub nie mają czasu tego zrozumieć (“jak to? przecież rozmawiamy o przyjaźni?”). Szlag mnie trafia, gdy widzę poważne rozmowy, kiedy ktoś próbuje uświadomić inną osobę, że myli się, nazywając coś właśnie tak, a nie inaczej.

Cóż więc robić? Przed rozmową o czymkolwiek dokładnie dowiadywać się co czym nazywamy, a co czym nie? Czy może ujednolicić prywatne znaczenia pojęć? (niezły pomysł, niestety nierealny)

Wg mnie wystarczy przyjąć, że ktoś może mieć na coś, co my nazywamy tak samo jak parę innych rzeczy, zupełnie inne określenie (i vice versa). To powinno załatwić sprawę, bo z taką świadomością mamy odpowiedni dystans do wypowiedzi naszego rozmówcy. Ale o dystansie do wypowiedzi innych – innym razem.

Wszelkie podobieństwo tytułu wpisu, z tytułem artykułu Tomasza Maruszewskiego z grudniowego numeru “Charakterów” 2006 przypadkowe. Autor porusza tam ten sam problem, tyle że w trochę inny sposób. Mówi ogólnie o “pojęciu” w bardziej ogólnych kryteriach. Ja skupiłem się na codzienności.

Zabezpieczony: Prywatny subiektywizm

Posted in Resztki, Zawstydzające on marzec 21, 2007 by mistyfikacja

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Dziecko

Posted in Resztki on marzec 20, 2007 by mistyfikacja

Tytuł dwojako odpowiedni dla mojej aktualnej sytuacji. Kilka godzin temu – myśli krążyły wokół bezsensu. Potrafiło się to zmienić w ciągu paru godzin. Pewnie potrzebne mi było takie katharsis. Jak dziecko nie sądziłem na początku że mój stan jest się w stanie zmienić w ogóle, a co dopiero w ciągu tak krótkiego czasu.  Ehh… zero dystansu, sam się sobie dziwię. Często w myślach zarzucałem innym brak obiektywizmu, a tu proszę – sam byłem czystym jego braku przykładem.

To w sumie uświadomiło mi że pisanie tutaj to czysty bezsens. Mnie nie obchodzi co myślą mi obcy, obcych nie obchodzi co myślę ja.  Trzeba trochę zmienić ideologię ;) Dam sytuacji rozwijać się samodzielnie…

A poza tym wszystkim to na za ok. tydzień mam wyznaczony termin narodzin nowej rzeczywistości w postaci kolejnego brata. Hmmm… no nie reaguję na to… a to obrót o 180 stopni w moim życiu. Chyba dopiero zdam sobie sprawę ze wszystkiego jak będzie po wszystkim.

Assensio mentium

Posted in Resztki, Zawstydzające on marzec 20, 2007 by mistyfikacja

Od początku chyba podświadomie chciałem pisać jedynie o sobie… Chyba uważałem że to wyjątkowe co czuję, o czym myślę. Nie… na pewno tak myślałem.

Heh… wydawało mi się, że moje “spojrzenia” to głosy mojej wysoko rozwiniętej wrażliwości na szczegóły, a powoli zaczynam rozumieć, że to akt zagłuszenia echa w pustce wyrobionej przez wypalenie uczuć. Congratulations… przestajesz być człowiekiem.

Chciałem pisać długie notki, żeby zaznaczyć półprofesjonalność moich przemyśleń, żeby to jakoś wyglądało; teraz nie wiem po co. Chciałem nie pisać więcej bez sensu, teraz poziom ogólnego bezsensu narasta. Chciałem cokolwiek napisać, udało się… cokolwiek.

Tak, albo inaczej

Posted in Codzienność on marzec 18, 2007 by mistyfikacja

Mam różne fazy.

Klimatyczne są długie, zmieniają się z częstotliwością kilku na rok. Dobrze jest zapuszkować taki klimat w muzykę (np. jeden album, jednego wykonawcę, jak klimat jest intensywny i krótki to nawet w jeden utwór), potem extra się do tego wraca. Ale ogólnie to nie to mnie porusza, to jest nawet przyjemne.

Ciekawsze są okresy myśli i okresy bezmyśli.
Cholerne okresy myśli, doprowadzają mnie do obłędu, kiedy muszę rozpatrywać wszystko. Mnóstwo “spojrzeń” samo przychodzi i nie daje spokoju. Często się bawię nimi, rozrzedzam i konsultuję je ze znajomym. Jednak są też takie, które dotyczą niego, lub między innymi niego, a nie można ich raczej nazwać przyjemnymi w odbiorze (to krytyka pewnych zachowań), z resztą im mniej osób zajmuje się konkretnym problemem tym trudniej o jego rozpoznanie i zrozumienie. O rozwiązaniu nie wspominam. Ciężko takie spojrzenia przedstawić na forum, gdzie kolejne głosy pojawiają się zbyt szybko i istnieje presja, przez którą trzeba szybko odpowiedzieć, bez głębszego zastanowienia. Nie udaje się również wytłumaczyć czegoś dokładniej, poprawić błędu, bo rozmowa zaszła już za daleko i uczestniczy sesji mają pretensje o stracony czas. Trzeba trwać przy błędnych założeniach aż wszyscy dojdą do wniosku, że osiągnięcie consensusu jest niemożliwe z powodu różnicy swoich skali wartości. Nic z tego nie wynika (wow… trochę mocno pojechałem obrazowo).
O wiele ciekawiej przedstawia się sytuacja na takim dzienniku. Piszesz kiedy chcesz, co chcesz, zastrzegasz sobie prawo do pisania czegokolwiek. Możesz pomyśleć i przeanalizować. Co prawda przekazanie tego co masz na myśli może sprawić trochę trudności i dzieje się wszystko wolniej niż w realu, ale trudno (kurcze… miało być o fazach, a wyszły z tego plusy i minusy wordpress’a)

W każdym bądź razie są jeszcze cholerne okresy bezmyśli. Jeszcze gorsze niż okresy myśli. Niby wszystko ok, normalnie sobie egzystuję, ale w rzeczywistości którą wokół siebie stworzyłem, nie ma już możliwości po prostu bycia. Trzeba jeszcze jakoś konkretnie być. Trzeba zajmować jakieś stanowisko. Tak, lub nie. Lub chociaż być zdecydowanie obojętnym.
Kiedy jest taki okres to dziwnie się człowiek czuje. Przyzwyczajony do zbyt rozwiniętego zmysłu komplikowania spraw, “ostrzenia kantów rzeczywistości” nie może się odnaleźć w nijakości. Wszystko jest po prostu, bo tak i już. Dziwne i niezrozumiałe w samym sobie, dla kogoś kto lubi podchodzić naukowo (co jednocześnie bywa jego przekleństwem i sprawia że traci nadzieję na szczęście, jednak nie chciałby tego w sobie zmieniać).
Ale takie okresy nie trwają długo. To chyba po prostu zmęczenie rozważaniem i się odpoczywa. A jak wiadomo, odpoczynek trwa krócej od okresu aktywności. Powinno szybko wrócić na tory “spojrzeń”.

Teraz mam okres bezmyśli.

Tworzywo sztuczne

Posted in Resztki on marzec 17, 2007 by mistyfikacja

Niech będzie chała i pleśń i przeczyszczenie.
Chała i pleśń w tępy słoik
Chała, niech będzie chaaaaaaaaaaałaaaaaaaa
A Jemu chała i pleśń.

Trzeba od czegoś zacząć. To początek i trzeba zrobić wszystko. Nie wiem czy będzie mnie stać na ustawianie tego na bieżąco, wolałbym cofać się do znanych mi już osobiście momentów rozpamiętywania. Tyle że nie pamiętam. To były myśli w czystej postaci. Musiałbym to wtedy konwertować.
Czy jest za późno? Nie sądzę, szczerze mówiąc. To wróci do mnie. A jak nie to postaram się żeby wróciło. Z resztą jestem sobie w stanie poradzić nawet bez tego. Kolejne “spojrzenia” przyjdą na pewno. Zawsze przychodzą. A jeśli będą na pewnym poziomie to muszą mieć podstawy, które już zostały rozpatrzone (co prawda na pewno nie w takim poziomie, który by w pozwolił sądzić że znam to).

Ale dobra, przyziemniej teraz. Ten dziennik (nie trawię określenia “blog” – od razu kojarzy mi się z KffiatUShkAmi), to kolejna forma próby sprzedania się. Trzeba się sprzedać. Często nieświadomie to się dzieje, ale każdy się sprzedaje. Masz problemy z tym w realu? Rejestrujesz się na forach, działasz wirtualnie. Można też założyć takie coś jak to.

Nie, ale nie… to się nie spodoba. To będzie raczej niefajne spojrzenie na wszystko. To jedna przyczyna. A poza tym obracając się wokół jakiegoś tematu, drążąc go ze wszystkich stron, często będzie tak, że po prostu nie zauważę jednego szczególiku i teorie, przemyślenia, odkrycia się sypną po tym jak ktoś mi zwróci uwagę. Szczeniackie to będzie i gówniane. Ba… to się nie będzie nadawało do czytania (czasami nawet gówniane rzeczy się nadają), ale trudno, mnie się przyda na pewno. Zabawne jak po pewnym czasie widzę siebie w przeszłości. To będzie okazja zobaczyć wszystko dokładniej.

Nie potrafię pisać o czym myślę, zanim nawciskam tych klawiszy na badziewnym urządzonku, to zapominam co to ja chciałem, jakkolwiek nie chcę żeby coś co rodzi się we mnie, uległo destrukcji w odmętach impulsów nerwowych. Pomimo to mam nadzieję że uda się to jakoś zrobić. Że to nie upadnie po paru wpisach. Będzie ciężko przekonwertować myśli na litery, a o klimacie to już nawet nie wspominam.

Wystarczy na początek?